"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać."
Ociężałym ruchem podniosłam się z łóżka i od razu poszłam do łazienki. Naomi i Stanley byli już w pracy więc nie musiałam się spieszyć. Wskoczyłam pod prysznic i umyłam włosy, a następnie całe ciało. Opatuliłam się grubym, niebieskim ręcznikiem, a drugi zawiązałam na mokrych włosach i poszłam do swojej sypialni w celu znalezienia przyzwoitych ubrań. Wybór padł na jeansowe ogrodniczki i białą bluzkę z krótkim rękawem. Zrzuciłam ręcznik na podłogę i włożyłam na siebie bieliznę i ubrania.
Uklęknęłam przed łóżkiem i wyciągnęłam spod niego wielki blog techniczny o zawartości dokładnie dziesięciu moich obrazków, które miałam zamiar dzisiaj sprzedać. Jeden był jeszcze nieskończony - przedstawiał Anhony'ego. Otworzyłam szufladę, wyciągnęłam z niej ołówki o różnej grubości i zaczęłam poprawiać włosy i oczy. Skończyłam po niecałej godzinie i mogłam wyruszyć do parku. Związałam włosy w koka, aby nie rzucało się w oczy to, że są jeszcze dosyć mokre i wzięłam w dłoń blok. Zamknęłam dom i schowałam klucz do kieszeni po czym ruszyłam szybkim krokiem do najczęściej odwiedzanego parku w San Diego. Pech chciał, że był on na drugim końcu miasta więc musiałam skorzystać z autobusu. Nienawidziłam nim podróżować...
Niecałe pół godziny później byłam już na miejscu. Rozłożyłam moje "dzieła" na trawie i cierpliwie czekałam aż znajdzie się ktoś komu te bohomazy przypadną do gustu. Osobiście nie byłam zadowolona z moich szkiców, zawsze czegoś mi w nich brakowało, ale nie wiedziałam co takiego.
- Witam. Za ile pani go sprzeda? - spytała pewna kobieta o niezwykle odpychającej urodzie wskazując ręką na rysunek Anthony'ego.
- A ile pani proponuje?
- Pięćdziesiąt dolców, więcej nie. - powiedziała wyjątkowo szorstkim tonem. Byłam pozytywnie zaskoczona tym, że zaoferowała tak pokaźną sumę. Szybko pokiwałam twierdząco głową i wręczyłam obrazek w ręce kobiety.
- Jeśli mogę spytać to kto był modelem? - spytała podając mi banknot.
- Nie wiem. - odwróciłam się w drugą stronę i czekałam aż kobieta sobie pójdzie.
- W takim razie do widzenia. - mruknęła i odeszła. Odetchnęłam z ulgą, bo nie miałam ochoty na konwersacje z obcymi ludźmi i dalej oczekiwałam na "klientów"
♥ ♥ ♥
Po dwóch godzinach prawie wszystkie moje prace zostały sprzedane z dosyć sporym zyskiem. Ucieszyłam się, bo nie spodziewałam się tak dużego zainteresowania. Popędziłam na miasto i zakupiłam dwie butelki taniego wina i papierosy, po czym powędrowałam na plażę. Bardzo dawno na niej nie byłam, zapomniałam o tym jaka jest piękna, dziękowałam Bogu, że nie mieszkam w państwie, które nie ma dostępu do morza. To byłaby dla mnie istna katastrofa. Rozsiadłam się wygodnie na piasku i otworzyłam zębami pierwszą butelkę wina. Słońce powoli zaczęło się chować przez co temperatura znacznie zmalała, a na wodzie zaczęły formować się maleńkie fale, które moczyły moje stopy. Postanowiłam zadbać o standard mojej dzisiejszej noclegowni i usypałam z piasku małą górkę, o którą oparłam obolałe plecy.
- Jak dziecko... - usłyszałam za sobą, odwróciłam się i zauważyłam Naomi próbującą stłumić śmiech.
- Co ty tu robisz? - spytałam miłym tonem.
- Nic... przyszłam się przejść, nie sądziłam, że Cię tu spotkam. - westchnęła i usiadła obok mnie odpalając papierosa.
- Jaki ten świat jest mały. - rzuciłam i upiłam kolejny łyk wina. - Pokłóciłaś się ze Stanleyem, prawda? - zapytałam, a moja przyjaciółka skinęła głową. - Co się z Wami dzieje, Naomi?
- Nie mam pojęcia, chyba przestajemy się dogadywać. Poza tym on nie ma dla mnie czasu...
- Bo pracuje. Musicie jakoś zagospodarować sobie czas, a nie... w każdej wolnej chwili się kłócicie. Jesteście świetną parą, nie pozwól na to, żeby wszystko się skończyło.
- Maddie... to nie jest takie łatwe, ja już na prawdę mam dosyć jego wiecznego czepiania się o wszystko, jego ignorancji, chamstwa. - Naomi podkuliła nogi pod samą brodę i okryła się bluzą.
- Może po prostu coś się stało? Porozmawiaj z nim o tym. Być może ma jakiś problem.
- Czy ja wiem... jak będzie chciał to sam powie. - na tych słowach zakończyłyśmy temat związku mojej przyjaciółki i rozmawiałyśmy o muzyce i o mojej działalności w domu dziecka. Zasnęłyśmy na piasku otulone powiewem morskiej bryzy.
Następnego dnia Naomi już nie było. Domyśliłam się, że zapewne musiała iść do pracy. Szybko podniosłam się z sypkiego piachu i szybkim krokiem pomaszerowałam do centrum miasta. Słońce powoli wychylało się zza wysokich budynków, a ja przyspieszyłam kroku czując to jak bardzo wzrosła moja potrzeba zażycia narkotyków. Skręciłam w jedną z dobrze mi znanych uliczek, na których zawsze urzędowali dilerzy w towarzystwie pań do towarzystwa.
- To co zawsze, Madeleine? - mężczyzna po trzydziestce pocałował mnie w dłoń i wyczekująco spojrzał w moje oczy. Nieco się speszyłam i pokiwałam twierdząco głową. Chris podał mi dwie strzykawki napełnione brązowym płynem i przyjął ode mnie trzydzieści dolarów, po czym odszedł bez słowa.
Schowałam mój nabytek do torby i ruszyłam do domu. Po drodze spotkałam kilka znajomych osób, z którymi przywitałam się tylko krótkim "cześć" i bez większych przygód dotarłam pod kamieniczkę, w której aktualnie pomieszkiwałam. Drzwi były otwarte, domyśliłam się, że zapewne Stanley jest w domu, bo Naomi miała zostać w restauracji aż do wieczora.
Po cichutku wślizgnęłam się do łazienki, tak aby nie zwrócić na siebie uwagi chłopaka i czym prędzej wyjęłam napełnioną strzykawkę.
- Maddie, to ty? - zapytał blondyn stając pod drzwiami. Nie chcąc marnować czasu szybko zdjęłam kawałek szmatki wiszącej nad umywalką i przewiązałam go dookoła ręki. Kompletnie zapomniałam o Stanleyu i o tym, że wypadałoby mu odpowiedzieć. Moje myśli zajmowały tylko najgorsze obrazy z mojego życia; kłótnie z Joe'm, jego wyjazd, śmierć Erin. Z nerwów zaczęły trząść mi się dłonie i wolałam chwilę poczekać. W moim wnętrzu rozpoczęło się istne szaleństwo, każdy kawałek mojego ciała błagał o kilka kropel heroiny, a ja nie potrafiłam nawet jej wstrzyknąć. Z nerwów się rozpłakałam, a moje ciało powoli osunęło się po ścianie.
- Madeleine! - Stanley niespodziewanie zjawił się w łazience i szybko do mnie podbiegł. Wyrwał mi z dłoni strzykawkę i wyrzucił ją do kosza.
- Stanley! - zawołałam, ale było już za późno.
- Niedawno wyszłaś z odwyku, dasz sobie radę bez tego. - powiedział i mocno mnie przytulił. Właśnie tego potrzebowałam, silnego, męskiego uścisku.
Z jednej strony byłam wdzięczna chłopakowi za to, że starał się jakoś mnie wesprzeć, a z drugiej miałam ochotę go zabić, bo czułam się fatalnie. Samopoczucie poprawiła mi jedynie świadomość tego, że być może jeszcze dla kogoś coś znaczę i w razie czegoś mam u kogo szukać wsparcia.
- To jak? Idziemy na kebaba? - zapytał chłopak z uśmiechem, a ja pokiwałam twierdząco głową starając się odpędzić od siebie wszystkie okropne myśli.
____________________________________
Króciutki rozdział. Tak zwany "zapychacz" przed tym co zdarzy się w następnym.
Zapraszam do odwiedzenia nowej zakładki. :)
Dopiero teraz poczułam odrobinę sympatii do Stanleya. Wcześniej wydawał mi się jakiś taki nie w porządku.
OdpowiedzUsuńDobrze by było, gdyby Madeleine w końcu zerwała z narkotykami, zwłaszcza, że jest po odwyku.
Pozdrawiam i życzę weny ;***
Wiem, ze już zrobiłaś tą całą nominację, ale...
OdpowiedzUsuńNominowałam Cię do Versatile Blogger Award.
P.S. - Przeczytam jak wszystkich poinformuję.
Już jestem :)
OdpowiedzUsuńNa miejscu Maddie nie sprzedałabym tego rysunku Joe.
Niech się kobieta weźmie w garść i przestanie brać te narkotyki, bo jak nie to złożę jej wizytę. Przyprowadzę ze sobą mojego kolegę Pana Siekierę.
Świetny rozdział.
Weny życzę!
W chwili rozmowy na plaży Maddie i Naomi myślałam, że nienawidzę Stanleya, ale po końcówce uznałam, że go kocham XD
OdpowiedzUsuńNie no facet się zachował w porządku. Znaczy wtedy, kiedy nie dał się naćpać Madeleine. Aczkolwiek lubię Naomi i nie podobają mi się ich kłótnie... Kurcze, nie wiem sama co o nim właściwie sądzić.
Wracając do narkotyków trochę zaniepokoiła mnie cała ta akcja. Maddie powinna raz na zawsze przestać ćpać, no :_: Ma pracę i w ogóle... Nie potrzebne jej to.
Mam nadzieję, że wreszcie nastąpi w jej życiu moment, w którym uświadomi sobie, jak bardzo niszczy(ła) sobie używkami życie...
Eh, czekam na dalej, bo to wciąga, bardzoo <3
Weny!
Hugs, Rocky.
Ps. Widzę, że znów nowy szablon! XD Też zajebisty <33 Taki żywy, jasny i kolorowy ♥
Przeczytałam i pragnę więcej!
OdpowiedzUsuńSpam!!!!!!!
>>>>>>>>>>>
Wrócilam!!!!!!!!!!!
Nowe rozdziały tu: http://watch-over-you-i-love-you.blogspot.com
Oraz nowy blog tu:
http://your-love-is-like-a-soldier.blogspot.com
Pierwszy blog jest prowadzony dalej... dalej ta sama śpiewka o Todzie Kernsie i jego córce... takie wiesz blablabla, ale nie chcę zniechęcać. Odwiedź mnie czasem i skomentuj. To ważne.
Drugi blog jest bardzo podobny, ale nie chcę zdradzać szczegółów. Tylko tutaj już nie ma szalonych rozkendrolowców - w zamian jest James Blunt. Pewnie kojarzysz takie chity jak "You're beautifull", "carry you home" itd? Tak to o nim. Ostatnio dużo przeszłam i dziwnym trafem, ale to jego muzyka mnie uspokoiła. Rockowo-metalowe kawalki skłanialy mnie do płaczu. Nie mniej jednak zapraszam w odwiedziny i tu.
Pozdrawiam serdecznie - Konspiratorka.
Kocham cię za powiadomienie mnie o rozdziale, który już przeczytałam i smutna, że mnie nie powiadomiłaś się wyżaliłam... xDDDDDDDDDDDDD
OdpowiedzUsuń♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Hmm...♥
Podoba mi się strasznie szablon... ale ja chcę więcej kwiatków!
I jakiś dziwnych wzorków azteckich... nie wiem czemu, może nawet lepiej nie pytać.
Słodki rozdział zapychacz - bardzo, bardzo mi przypadł do gustu ^^
Dobrze, że Stanley tam był... inaczej nie wiem jakby się to skończyło.
Madds znowu byłaby na odwyku, znowu niszczyła kawałki siebie, i znowu została sama.
Coś mi się wydaje, że gdyby Naomi i Stanley się rozstali to byłoby krucho z sytuacją finansową, choć może nie tyle co finansową ale "mieszkaniową" Maddie.
Wtedy znowu musiałaby mieszkać z gołompkami w parku :C
Albo kaczuszkami :3
Kaczuszki są the best :3
(Przepraszam za to dziecinne wtrącenie)
Wciąż nie mogę się doczekać pierwszego wspólnego momentu Maddie i Joe. Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak na to czekam!
Czy Perry zachowa się typowo impertynencko, czy może jednak rzuci się na swoją dawną miłość z pocałunkiem i bukietem róż?
...
kuźwa pisz to szybciutko xD
PS LUIZ JEST W PSG CZY TY TO ROZUMIESZ ;___;?
P S G JAK ON MÓGŁ, NO KURWA JAK ;________________;
PS2 oglądałaś zapewne wczorajszy mecz xD Więc jestem dumna z realu :3 a isco jest piękny
Rozdział 7 o Metallice u mnie :* <3
OdpowiedzUsuńDziękujemy bardzo za nominację.
OdpowiedzUsuńWnioskujemy po niej, że czytasz naszego bloga. ;)
Także ...
Zapraszamy na nowy rozdział!
http://roadtocalifornialivingaftermidnight.blogspot.com/2014/06/rozdzia-v.html
Miłego czytania i zachęcamy do komentowania.
Przepraszamy za chamski spam, jednak jeżeli nie chcesz dostawać powiadomień, napisz. :))
Jejku *______*
OdpowiedzUsuńKolejny wspaniały szablon...
Kolejny mistrzowski rozdział...
Ten styl...
Oryginalność...
Opisy sytuacji...
Dialogi...
Twoja pomysłowość...
Niepowtarzalna całość....
CO MAM CI JESZCZE POWIEDZIEĆ MISTRZU? KOCHAM CIĘ PO PROSTU! *________________*